Ogólnopolski Zlot Fotografów – Beskidy 17.02-19.02 2012

KKM zdominował plener, także było znowu swojsko, trochę jak dawniej (zasługa ajseków i pgaików, ale nie tylko…), trochę inaczej (bo po raz pierwszy wielosystemowo, wieloforumowo…), bardzo zimowo (choć z wielkiego ataku śnieżyc zrobiła się ciapa w ciągu 24 h!), bogato programowo (w sumie 4 gości z prelekcją to raczej rzadko bywało, zaś o foceniu ślubnym też rzadko się zdarza na imprezie nie- strcicte warsztatowej).
Myślę, że wybaczycie pewne zakłócenia i przesunięcia programowe, ale prawda jest taka, że warunki zastane kopnęły nas w d… niemal “pięć przed dwunastą”- tuż przed rozpoczęciem imprezy (chyba pierwszy raz się zdarzyło, że na plener przyjechała…policja, w dodatku chcąc przysolić karę gościowi specjalnemu pleneru, który ledwie zdążył odpalić swego lapka a tu go wołają, że ma iść na dół i się spowiadać policjantowi z “grzechów motoryzacyjnych”!).

A tak w ogóle, to plener jeszcze się nie zaczął a już były niezłe jaja, bo SONY zaliczyło wyjątkowy łut szczęścia- kilometr przed metą złapało w tych wielkich śniegach …gumę (?!) i nie było w stanie podjechać na górę tą swoją firmową “karetą”. Na szczęście zszedł do nich jakiś facet z łańcuchami (to nie był kibol czy coś takiego…) i coś tam grzebał przy kołach, ale musiał się poddać, bo łapy mu już z zimna odpadały i nie wiedział czy łapie za łańcuch czy za…zawieszenie…

Dokładnie w tym samym czasie Mitech i jego “czołg 4×4” brali udział w równoległej walce o inne , mniejsze “karety” kolejnych uczestników pleneru, które spowodowały spore wk….nie miejscowych, gdyż dokonały skutecznego, częściowego paraliżu newralgicznego skrzyżowania i podjazdu do osady Szare.
Na szczęście skończyło się na pomstowaniu i żadna ciupaga ani brona nie wylądowała ani na masce karet ani na grzbiecie delikwentów, kombinujących jak konie pod górę, byle się jakoś wwieźć w tej masie śniegu pod metę…

Akcja “ratuj Sony” jeszcze trwała, gdy na górze- w tumanach śnieżycy rozgrywał się przedziwny spektakl- oto jakiś wariat wpadł w grudniu na pomysł, aby skrzyknąć innych wariatów zgrupowanych w swoje własne kliki i aby te kliki spotkały się w jednym- neutralnym miejscu, czyli krótko mówiąc- zorganizował im rodzaj “ustawki” i w takiej jednej dużej budzie zwanej pensjonatem u tych co jeździli w Formule 1 (Kubicowie) ruszyła taka dziwna ustawka- zwana na potrzeby marketingowe I Ogólnopolskim Międzysystemowym Plenerem Fotograficznym.

Impreza generalnie miała polegać na tym, że zjadą się ci, co się normalnie na co dzień nie znają i w dodatku jeszcze czasem po sobie jadą, kłócą się o inne systemy, wytykają sobie nawzajem wady drogich, elektronicznych zabawek zwanych “sprzętem fotograficznym”, wypisują po swoich forach niestworzone rzeczy o tamtych- innych forach i sprzętach i na tejże imprezie- zamiast rywalizować, kłócić się kto lepszy i jakie zabawki są lepsze i dlaczego – mieli się pojednać, dogadać, razem usiąść przy stole i wypić.

Impreza podobno się jako tako udała- bo burd, szykan, aktów wrogości wobec “innowierców”, ani jakichkolwiek zaczepek tudzież prowokacji (a ten wasz sprzęt to jest do d… bo nasz jest lepszy) nie stwierdzono, nie widziano ani nie słyszano, zatem chyba można uznać, że ten dziwny i dość nietypowy zjazd (ustawka) miał sens i wypalił.
Ba, jeden rodzynek z forum tej marki co kiedyś tam “robiła najlepsze zdjęcia na świecie” przyniósł taki gadżet, że wszystkim gały wyszły szerzej na wierzch i każdy chciał tenże gadżet przynajmniej pomacać lub z bliska się podniecić jego widokiem. Piszę “przynajmniej”, gdyż waga tego gadżetu niektórym by urywała ręce- w końcu haubica typu 600mm f4 ani do mniejszych ani do lekkich nie należy. Także zaobserwowano dość nietypowe u forowiczów systemowych zjawisko- biegiem zlecieli się do sprzętu konkurencji…

Ufff…całe szczęście, że chyba się to wszystko jakoś udało, bo o mały włos nie osiwiałem!

P.S. Wybaczcie potknięcia, poganianie, trzymanie za mordę programu i inne tam jeszcze (ten zabrany zawodnikom punkt, który jednak nie przesądziłby o niczym ważnym, gdyż prawdziwy zwycięzca konkursu był tylko jeden- i przebił on wszystkich bezapelacyjnie!), ale fakty są takie, że organizator i prowadzący- jak w dodatku jest w 1 osobie nie ma wyjścia i MUSI pewnych spraw- dogadanych wcześniej (np. zakulisowo zatwierdzonych z gospodarzami obiektu czy gośćmi) przestrzegać i pilnować, także są sprawy ważne ale i ważniejsze- z tego wszystkiego się trzeba wcześniej, w trakcie i potem rozliczyć…

Pamiętajmy o tym, że przeciętny widz- uczestnik o wielu sprawach nie wie, nie ma pojęcia siedząc na IV piętrze co dzieje się aktualnie na dole. Jest pewien porządek czasowo-programowy i musi być on bezwzględnie przestrzegany, choćby przyszło coś skrócić, zmienić itd.

*autor tekstu:(FataMorgana -KKM-)